Matka nie zawsze pewna, czyli rewolucyjne zmiany w polskim prawie rodzinnym

Zasada wyrażona w starej łacińskiej paremii „mater semper certa est”, czyli „matka jest zawsze pewna” do niedawna stanowiła podwaliny prawa rodzinnego cywilizacji zachodniej. Postęp w dziedzinie medycyny, w szczególności pojawienie się metody zapłodnienia in vitro, ale także instytucja zastępczej matki, zwanej potocznie surogatką, która wydaje na świat dziecko dla innej pary, spowodowały, iż pojawiła się konieczność wprowadzenia przepisów prawnych nadążających za tą już wcale nie tak nową i coraz bardziej powszechną, ale wciąż kontrowersyjną dziedziną życia. Dodać tu należy, że matka zastępcza w przypadku zapłodnienia in vitro może, ale nie musi być genetycznie związana z dzieckiem. Abstrahując od oceny etycznej sztucznego zapłodnienia, choć nie jest ona jednoznaczna, o czym przekonuje chociażby stanowisko kościoła rzymskokatolickiego, zamierzam skoncentrować się na wyzwaniach, jakie stoją w tym zakresie przed ustawodawcą.       

Chociaż pierwsze zapłodnienie in vitro miało miejsce w Polsce w 1987 r. dopiero niedawno polski ustawodawca podjął próbę wyjścia naprzeciw problemom, jakie może rodzić stosowanie tej metody. Wyobraźmy sobie sytuację bezdzietnej pary, która postanawia skorzystać z owoców nowoczesnej medycyny, aby spełnić swój sen o rodzicielstwie. Przyjmując, że problem bezpłodności tkwi po stronie matki, której organizm nie produkuje komórek jajowych, para decyduje się skorzystać z materiału genetycznego innej kobiety. Po dokonaniu zapłodnienia in vitro uzyskanej w ten sposób komórki jajowej, żeby jeszcze bardziej skomplikować sytuację, powstały w ten sposób zarodek zostaje wszczepiony innej „matce”, która w zastępstwie chorej kobiety deklaruje gotowość urodzenia dziecka dla przyszłych rodziców. Małżeństwo ich jednak rozpada się przed urodzeniem dziecka, uczucie się kończy, pojawia się pytanie – która z kobiet jest matką dziecka ? Czy ta, która ofiarowała swoją komórkę jajową, czy ta, która je urodziła, pełniąc swoistą rolę inkubatora ? A może ta, która tak bardzo pragnęła je wychować i poniosła koszty związane z całą procedurą ?  

Do niedawna polski Kodeks Rodzinny i Opiekuńczy nie regulował instytucji pochodzenia dziecka od matki zgodnie z cytowaną wyżej łacińską zasadą. Przewidywał wyłącznie możliwość ustalenia ojcostwa, a także jego zaprzeczenia w sytuacji, gdy ojcem dziecka nie był mąż matki. Jedyną furtkę pozostawiał art. 189 kodeksu postępowania cywilnego przewidujący możliwość wystąpienia z powództwem o ustalenie istnienia prawa lub stosunku prawnego. Potencjalna matka mogłaby zatem teoretycznie wystąpić o ustalenie swojego macierzyństwa przez sąd, powołując się na posiadanie interesu prawnego w zakresie takiego ustalenia. Z faktu bycia rodzicem wynikają bowiem określona prawa i obowiązku uregulowane ustawą. Ogólna dyrektywa art. 189 k.p.c. nie zawierała jednak unormowań szczegółowych, jakie przewiduje powództwo o ustalenie ojcostwa – terminu, w jakim można dochodzić takiego roszczenia oraz określenia strony powodowej i pozwanej. W przypadku ustalania macierzyństwa nie było zatem wiadome kto, kogo i kiedy miałby w takiej sytuacji pozywać.

13 czerwca 2009 r. weszła zatem w życie długo oczekiwana nowelizacja Kodeksu Rodzinnego i Opiekuńczego, która rozszerzyła rozdział o pochodzeniu dziecka o nowe regulacje dotyczące macierzyństwa. Kluczowy jest tu przepis art. 619 k.r. i o., w myśl którego matką dziecka jest kobieta, która je urodziła. Inaczej mówiąc ustawodawca wyszedł naprzeciw rodzicom, którzy skorzystali z metody in vitro, odbierając prawa do dziecka dawcom materiału genetycznego. Przepis ten reguluje jednocześnie sytuację prawną matki zastępczej (surogatki), która z założenia ma przecież urodzić dziecko dla innej pary rodziców. Matka zastępcza, w myśl zasady z art. 619 k.r. i o. pozostaje zatem matką, chociażby urodzone przez nią dziecko pochodziło z obcego jej materiału genetycznego. Ustawodawca uregulował również powództwo o ustalenie macierzyństwa, przewidując możliwość wystąpienia z nim przez dziecko przeciwko matce w czasie nieograniczonym oraz przez matkę przeciwko dziecku do czasu osiągnięcia przez nie pełnoletniości. Wprowadzona została także instytucja zaprzeczenia macierzyństwa, z którym to roszczeniem wystąpić może dziecko, jego domniemana matka, a także mężczyzna, którego ojcostwo zostało ustalone z uwzględnieniem macierzyństwa kobiety wpisanej w akcie urodzenia dziecka, jako jego matka.  Podstawą zaprzeczenia macierzyństwa jest fakt, że kobieta wpisana w akcie urodzenia dziecka, nie urodziła go i to ją obok dziecka (za wyjątkiem sytuacji, gdy powodem jest samo dziecko, bądź kobieta figurująca w jego akcie urodzenia, jako matka) pozywa się w takim procesie.

Powracając do naszych trzech matek z wcześniej opisanego przykładu, polski ustawodawca arbitralnie i jednoznacznie rozstrzyga – matką jest kobieta, która urodziła. Tym samym odbiera prawa do dziecka dawczyni komórki jajowej, a także kobiecie, która chciała dziecko wychować. Wskazany przepis usuwa na pozór wszelkie wątpliwości- matką jest kobieta, która urodziła dziecko innej parze, choć dziecko to mogłaby przez lata z miłością i troską być wychowane przez tą parę. Innymi słowy, ustawodawca daje prymat więzi biologicznej, jaka tworzy się między matką i dzieckiem w okresie ciąży nad relacją, która łączy dziecko z matką, która mogłaby je wychować i silną więzią psychiczną, która by między nimi wówczas powstała. Czy taki pogląd jest słuszny ? Z całą pewnością, polski prawodawca wprowadzając art. 619 k.r. i o. zmierzał do ukrócenia praktyk związanych z handlem dziećmi. Być może chciał również uchronić matki zastępcze, które zdecydowały się na tak desperacki krok, jakim jest oddanie urodzonego przez siebie dziecka w związku z trudną sytuacją życiową, skuszone często pieniędzmi, jakie oferują zdeterminowani przyszli „rodzice” i nadzieją na poprawę własnego losu. Pojawia się pytanie, czy wprowadzona regulacja, mająca na celu ochronę takich kobiet nie odwróci sytuacji stawiając w roli ofiary drugą stronę. Małżeństw, które żyjąc marzeniem o posiadaniu potomstwa padną ofiarą chciwych zastępczych matek świadomych, że prawo stoi po ich stronie. Warto również zwrócić uwagę na to, czy owa zastępcza matka „nosi” w sobie zarodek pochodzący od obojga przyszłych rodziców i rozróżnić ją od sytuacji, gdy dziecko pochodzi z jej własnej komórki jajowej. W tym pierwszym przypadku, jej rola sprowadza się faktycznie do roli inkubatora, dającego szansę bezdzietnym parom na posiadanie własnego potomstwa.

Z jednej strony cieszy fakt, że ustawodawca zauważył nareszcie potrzebę uregulowania problemów związanych z zapłodnieniem in vitro, z drugiej strony wprowadzony przepis w sposób kategoryczny ucina wszelką dyskusję nad tym tematem moralnie wciąż niejednoznacznym. Skoro wolno kupić materiał genetyczny dla potrzeb in vitro i państwo to akceptuje, to czy uzasadniona jest odmowa prawa do skorzystania z usług matki zastępczej, jedynej często nadziei na własne potomstwo?

 

Autor: 
Anna Szczepaniak